Lifestyle

ZA CO JESTEM WDZIĘCZNA

Nowy Rok wystartował, a historia zapisze go już w kontekście lat XX-tych. Szokujące, prawda? Lata 20-te kojarzyliśmy z totalnym retro poprzedniego wieku, a dzisiaj żyjemy w świcie sztucznej inteligencji :0

Pozostając w kontekście rozwoju i zmian, styczeń jest również miesiącem, w którym zakładamy sobie postanowienia, udoskonalamy każdy cal naszego JA… nooo w wyobrażeniach i wizjach, bo większość z nas duma o nierealnych osiągnięciach lub niebotycznej liczbie zmian nawyków. Psychologiem i jasnowidzem nie jestem, ale skutek jest już refrenem bardzo oklepanej piosenki pt. „Porażka”.

No ale dlaczego to piszę i jak się ma to do tytułu mojego wpisu, którego prawdopodobnie nikt nie przeczyta.  Moje JA nie będzie doskonalone nowymi nakazami i zakazami. Nie, to nie znaczy że jestem zajebista. To znaczy, że tym razem w styczniu 2020 robię analizę swojego życia, by poszerzyć światło na kwestie które powinnam bardziej doceniać. Kto wie, może stanę się choć trochę szczęśliwsza?

OSOBY

Rodzice, rodzeństwo, dziadkowie, Gosia moja przyjaciółka, która jest największym skarbem 2019 roku; moja współlokatorka Marta i środowisko w pracy, w której odżyłam.

To też bezinteresowni ludzie, którzy pomagali mi w drobiazgach, przywracając wiarę w ludzi.

Również Ci których już nie ma… Z nimi mam największy problem, bo są odczuwani w kontekście straty. Ale jak włączę maksimum pozytywnego myślenia zdaję sobie sprawę, że jestem szczęściarą, że byli w moim życiu, a w życiu innych nie postawili nawet przecinka. Pojawili się i poszerzyli moją perspektywę (liczba pojedyncza, bo Marta mówi, że perspektywa jest tylko jedna :D). Dzięki nim poznałam szczęście i/lub smutek, doświadczenia, które pchają mnie ku ostrożności, a kolejny etap to już  twarda dupa. Mam wspaniałe wspomnienia których nikt mi nie odbierze (giń demencjo starcza), a co przeżyłam to moje. I wiecie co? Te wspomnienia otulają mnie kiedy mam lekkie ataki paniki, tak żebym nie zwariowała i pokonywała kolejne trudny dnia. Brzmi jak mobilizujący katalizator, który umożliwia reakcję.

PRACA

Szansa na rozwój, świetni ludzie, konkretny ślad w moim CV, który zdominuje biznesowy papierek. To jeszcze nie wszystko, bo oprócz tego ciekawe wyzwania, dzięki którym nie nudzi mi się w pracy. I chociaż na co dzień nie pracuję jako dietetyk, to jednak w małym stopniu przydaje mi się wiedza ze studiów, tworząc znajome, bezpieczne tło.

Oprócz pracy zarobkowej jest jeszcze ta hobbistyczna, do której dokładam złotówki i swój wolny czas. Mowa o blogu, fotografii, gotowaniu przepisów i prowadzeniu Instagrama. I tu jest miejsce na zdanie wytłumaczenia – nie jestem regularna w swoich poczynaniach, ale zrozumcie, że praca podstawowa i życie w dużym mieście zdominowały całkowicie mój czas. Dobra, nikogo to nie obchodzi. W każdym razie jestem wdzięczna za każdą wydaną złotówkę na sprzęt fotograficzny (dużo złotówek), na pierdółki do zdjęć, w stylu kwiatki, drewienka, naczynia (trochę mniej złotówek ale też dużo) no i samo jedzenie, którego kupuję więcej do przepisów (uzbiera się sporo złotówek).

SAMODZIELNOŚĆ

Tu muszę wspomnieć o dwóch rodzajach samodzielności. Pierwsza z nich związana jest z samo-decyzyjnością, wyborem, zarabianiem tylko na siebie i gospodarowaniem pieniędzmi. Zawsze do tego dążyłam i myślę, że idzie mi nienajgorzej. Nie jestem zależna od nikogo w swoich decyzjach.

Drugi rodzaj nawiązuje do zdrowia. Niestety jestem schorowaną osobą i dobrze wiem co to ból fizyczny. Często przeklinam swój los, szukając logicznego wytłumaczenia na taki stan rzeczy. Nie ma go.

Ale mogę chodzić, oddychać bez podpięcia do sprzętu, poruszać się bez osób trzecich, jeść bez podłączenia do rurek szpitalnych, wykonywać czynności pielęgnacyjne sama. I choć nigdy nie wisiało tak mocno nade mną to ryzyko, to jednak gdy przez 3 miesiące nie mogłam prawie nic jeść, uprawiać sportu, gotować i wychodzić na spotkania towarzyskie ze względu na problemy zdrowotne, to gdy poprawiło mi się na tyle że mogłam wypić kawę, usiąść bez bólu brzucha i zjeść coś, co nie było ryżem, poczułam ULGĘ.

JA, CZYLI CO W SOBIE LUBIĘ

To będzie prawie tak trudne jak wdzięczność za osoby których już przy mnie nie ma…

Jestem sobie wdzięczna za to, że mam silnie rozwiniętą empatię, przez co widzę więcej, szerzej, bo dużo zachowań rozumiem. No dobra nie zawsze. Ale łatwiej mi wytłumaczyć postępowanie innych, którzy w oczach wielu są potępieni.

Jestem również rozwinięta psychologicznie. Logicznie łączę kropki, przygotowując siebie do wielu możliwych scenariuszy.

Choć nie widzę w sobie zbyt wielu talentów, to mam duszę artysty. W miarę dobrze piszę,  w szkole muzycznej szło mi znakomicie w grze na pianinie, radzę sobie na parkiecie (potwierdzi to każdy z tego samego parkietu) i robię coraz lepsze zdjęcia. Nie są najlepsze, ale nie wymagam tego od siebie. Uczę się sama tego warsztatu.Widzę estetykę, a to już myślę dużo.

A NA KONIEC

Wiem, że to nudny wpis, bo kto chce czytać o kimś inny J No a przecież celebrytą z czerwonego dywanu nie jestem. Zdaję sobie sprawę, z tego, że nikt go nie przeczyta. Traktuję ten wpis jako autoterapię, do której zajrzę w trudnej chwili, pojawiającej się dość często. Także moja droga Anno, tak, życie jest **ujowe, ale jakoś trzeba sobie poradzić. Rezygnacja ze wszystkiego to coś odwrotnego do radzenia sobie, więc zepnij dupę to może przez chwilę będzie twardsza.

Zaobserwuj social media, żeby być na bieżąco!

Hej jestem Anna - zwariowana dietetyczka, wegetarianka, od niedawna zakochana bez wzajemności w glutenie :( Nadwyżki bezglutenowej energii oddaję na pisanie, bieganie, pstrykanie canonem i czytanie (fantastyka rządzi!). Wraz z dobrym jedzeniem to już codzienność ze smakiem :D Prywatnie indywidualistka, która chodzi własnymi ścieżkami. Wrażliwa dusza, szukająca we wszystkim piękna.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *